„Tango. Ostatnia Gra” w reż. i chor. Artura Żymełki, Tymoteusza Ley’a i Natalii Myczewskiej w Teatrze KTO w Krakowie. Pisze Ilona Kotlewska.Enigmatyczny opis spektaklu „Tango. Ostatnia Gra” pozostawiał wiele do życzenia. Tajemnicze zdania o szachownicy życia, byciu graczem albo pionkiem, coś o podziałach społecznych. Niewiele z tego wynikało, zatem równie mało wzbudziło moich oczekiwań. Szłam na spektakl niczym pusta karta, spodziewając się tylko pięknego tańca. Tymczasem zostałam zaskoczona tekstem, grą aktorską i muzyką na żywo. Premiera spektaklu odbyła się 27.06.2025 w Teatrze KTO w Krakowie. Tango od lat kojarzy się z czymś namiętnym, ale zamkniętym w sztywnych ramach. W „Ostatniej Grze” Tymoteusz Ley bezczelnie miesza formy – od duetów, przez synchronizacje par, aż po pełne ekspresji sceny grupowe – choreografia pulsuje zmianą, napięciem, zaskoczeniem. Maestro Ley (hiszp. mistrz/nauczyciel) zna reguły po to, żeby móc je łamać i ma do tego prawo. Nawet elementy solo zachowują tangowy styl, co jest osiągnięciem samo w sobie. Ruch sceniczny bywa momentami broadwayowski – scena z kelnerami i wirującymi tancerkami to mały majstersztyk musicalowego rytmu. Wizualnie dopracowana forma sprawia, że momentami ciało widza mimowolnie przechyla się razem z tancerzami na pokładzie statku – fizyczna, niemal kinetyczna przyjemność. Myczewska, Żymełka i Ley to mieszanka piorunująca. Tymoteusz Ley sam otwiera spektakl monologiem – i robi to zaskakująco lekko. Tekst nie jest banalny, niesie refleksję, a jednocześnie nie tonie w pompatyczności. To ważne, bo łatwo w takich projektach popaść w przesadę. Tutaj wszystko gra – i to bez fałszywej nuty. Wiele scen zostawia ślad – albo wizualny, jak moment kiedy tancerki uosabiają pokerowe karty, albo emocjonalny – intymność sceny erotycznej i czerwień włosów Natalii Myczewskiej, które od światła aż płoną. Jej interpretacja samotnej, podstarzałej kobiety poraża – bo oglądanie samotności zniekształconej przez czas bije jak cios. Nagle samemu szuka się siwizny w swoich włosach. Bo pytanie "czy to już?" zaczyna dotyczyć również widza. Grupowe choreografie Artura Żymełki zachwycają precyzją i pomysłem. Wspaniała gra w szachy – wysmakowana kompozycyjnie zestawiona z formą solowego tanga, które balansuje między tradycją a tańcem współczesnym, tworzy napięcie i rytmiczną dramaturgię. Muzyka na żywo, skomponowana i zaaranżowana przez Grzegorza Frankowskiego tworzy pełnoprawną warstwę narracyjną. Skrzypce i perkusja z powodzeniem dają złudzenie nabrzeża, w którym widz słyszy mewy i efekty dźwiękowe portu lub z zaskoczeniem odkrywa, że znajduje się wraz z aktorami w przedziale pociągu. Dźwięki przestają być tylko tłem – stają się bohaterami spektaklu. Pomimo wielowątkowości, widowisko nie gubi widza. Twórcy z wyczuciem opowiadają historię tanga, ale też historię człowieka – jego miłości, pragnień, buntu i pogodzenia się z czasem. Taniec i muzyka – mistrzowsko zsynchronizowane – prowadzą widza przez tę podróż bez jednego fałszywego kroku, zarówno w warstwie muzycznej, jak i fabularnej. "Tango. Ostatnia Gra" to nie tylko spektakl dla wielbicieli tanga. To poruszająca, pełna głębi opowieść o życiu, miłości i czasie, który nieubłaganie płynie. Dla jednych – taneczna uczta. Dla innych – emocjonalna podróż. Dla mnie – jedno z najbardziej dojrzałych i odważnych wydarzeń tego sezonu. Kolejne spektakle będzie można śledzić poprzez stronę internetową www.tangoostatniagra.pl
 |